Miałam wtedy z kilka lat i tata wyjechał na tydzień do Niemiec, a my z bratem byliśmy u babci bo akurat były wakacje. I tak się złożyło, że tata zadzwonił i powiedział, że wracając do domu najpierw przyjedzie się z nami przywitać do babci. Tak więc gdy już przychodziła godzina o której powiedział, że będzie zeszliśmy na dół i czekaliśmy przed domem. I wtedy zauważyłam taty samochód i wielce uradowana (jak przystało na córeczkę tatusia), zaczęłam lecieć w jego stronę nie zastanawiając się nad niczym, a tu nagle słyszę:
- STÓJ!
Zdziwiłam się bo tata na mnie raczej nie krzyczał więc od razu się zatrzymałam i nagle parę centymetrów przed moim nosem śmignął samochód. Gdybym się wtedy nie zatrzymała, gdybym zrobiła krok więcej to byłoby wtedy po mnie, na szczęście nic się nie stało, choć tata do dnia dzisiejszego często ze strachem o tym wspomina.
Tak więc to takie opowiadanie z małym morałem, że nawet spiesząc, gdy przechodzisz, lub przebiegasz przez ulicę lepiej rozejrzyj się dookoła bo w takiej sytuacji nawet centymetry mają znaczenie, nawet ułamek sekundy może uratować życie
